﻿<title_newspaper="Przekrój"> 
<title_article="Obłok Magellana cz. 2.">
<author_1="Stanisław Lem">
<author_2="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1953">
<month="12">
<date="1953-12-20">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Można lecieć powiedziałem machinalnie, schylając głowę w wejściu i siadłem.
— Można lecieć — odpowiedział pilot-robot. Pocisk drgnął i skoczył w górę. Widziałem przez okrągłe przezierniki gwałtownie uciekającą Ziemię. W kabinie zrobiło się jaśniej, to słońce wzeszło dla mnie jeszcze raz tego dnia. Potem błękit nieba, jakby wyżarzony, zbladł, sczerniał i pokazały się gwiazdy. Nie chciałem na nie teraz patrzeć; złożywszy ręce na oparciu fotela przede mną, siedziałem tak, nie wiem jak długo, aż rozległ się sygnał.
Daleko w dole, za oknem płonęło słońce, oślepiająca kula w aureoli kosmatych płomieni. Przed nami, w mrowiu nieruchomych gwiazd, ukazywały się kolorowe, rosnące w oczach sznury ogników; były to boje świetlne, zawieszone spiralami wokół Gei; wyznaczały drogę jednokierunkowego ruchu dla rakiet towarowych, odrzutowców, i małych, jak mój, pocisków, od których roiło się przy okręcie. Przelecieliśmy nad nim dwa razy, widocznie na lotnisku był tłok; potem przyszło radiowezwanie przybicia. Stateczek wykonał przepisową pętlę — nagle oślepiło mnie srebrne błyśnięcie — to były światła naszych własnych reflektorów, odbite w pancerzu Gei; zawieszona nieruchomo, rosła jak potwornie nadymany balon, potem jej blask zciemniał. Zachodziliśmy już z boku; długi na kilometr prawie, rybi korpus okrętu powiększał się, wypełniając całe niebo. Nastąpił delikatny wstrząs i znowu zapłonęły światła, ale już inne.
Zaledwie wysiadłem i postąpiłem kilka kroków (w pobliżu nie było żadnego człowieka), ruchome schody poczęły mnie nieść w górę. Nie dojechawszy do najwyższego podestu, zszedłem w bok, na nieruchomy, podobny do galeryjki występ. Tutaj, jakieś trzy piętra pode mną, rozwierało się lotnisko towarowe. Pośród matowych pasów stali człapały, stukotały, furczały i dmuchały kroczące ładowarki i spychacze, posuwistym kaczym chodem przemierzając przęsła nad wybiegami rakiet.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 

